(…) Dzwonek do drzwi zadźwięczał złowieszczym jazgotem. Kobieta podeszła do drzwi i wyjrzała na drugą stronę przez judasza.

- Bob(r)! Ziomek przyszedł – zawołała w stronę kanapy, po czym wróciła spowrotem do swoich zajęć.

Bob(r) zwlókł się z kanapy i otworzył drzwi.

- O hej Ziomek! Co słychać? – zawołał entuzjastycznie – a gdzie ty się tak wytarzałeś?

- Wytarzałem?!? – zdziwił się Ziomek, próbując odnaleźć przyczynę rozbawienia Bob(r)a.

- Stary, masz tynk na ramieniu nieźle muszą tobą pomiatać w tej pracy – rzucił Bob(r) mrugając okiem.

- Nie gadaj! – krzyknął Ziomek, nerwowo próbując strzepnąć pył z ramienia – Wiesz Bob(r), bo to jest tak, że dzisiaj rano przychodzę do pracy, a taki jeden remontant sobie rysuje na środku ściany okno. No i sobie je narysował, ja sobie pomyślałem “dziwny jakiś, że sobie rysuje okno w środku” i zaczynam pracować.

- I co i co? – zaczął dopytywać Bob(r), a Kobieta wychyliła się z kuchni posłuchać o czym mówi Ziomek.

- No i nic, siedzę sobie i coś miziam na służbowym komputerze, a tu nagle huk koło mnie! Staaary, istna Czeczenia, walenie, wszystko się trzęsie, jak jakiś atak bombowy! Normalnie nie do opisania! – darł się Ziomek ekstatycznie wymachując długimi i chudymi rękoma – rozumiesz? CZE-CZE-NIA! – wydyszał chwytając Bob(r)a za koszulkę.

- Wesoło, nie powiem… – powiedziała Kobieta i schowała się spowrotem w kuchni.

- Spokojnie stary, zobaczysz, wstawią szybko to okno, czy co tam chcieli wstawić i będzie spoko – Bob(r) poklepał Ziomka po ramieniu – no to może napijesz się czegoś? (…)

(…) Drzwi od toalety otworzyły się z cichym skrzypem. Do mrocznego środka powoli wtoczył się Bob(r). Oparł się o ścianę i powoli podniósł deskę klozetową.

- Stać! Kto tam? Mów, czy jesteś autobotem, czy deceptikonem!

- Sedes, siedź cicho… – powiedział Bob(r) i kontynuował dalej to, czego tak łatwo przerwać się nie da.

- Gadaj, czy jesteś autobotem, czy deceptikonem! – nalegał coraz bardziej stanowczo Sedes.

- Ech, niech będzie, jestem autobotem, najbardziej autobociastym ze wszystkich, pasi? – Bob(r) kontynuował.

- Osz cholera, taki poniżenie… Takie poniżenie z… rąk autobota, poniżenie jak dno plus metr mułu, a potem tylko beton… Że na mnie nasikał autobot? AUTOBOT?!? – gorączkował się Sedes – nie no tak nie będzie. Muszę się…

- Sedes, zamknij się – rzucił Bob(r) i zatrzasnął głośno deskę.

- No nie! Cholerne autoboty! Obsikają, trzasną i potem unikają riposty! – bulgotał spod zamkniętej deski Sedes.

Bob(r) odwrócił się na pięcie, przykucnął obok i powiedział cicho:

- A gdybym był deceptikonem, to byś się poczuł lepiej?

- Eee, wcale nie, w sumie to nasikałeś na mnie tak czy siak, ale deceptikon to co innego, to swój sedes, czaisz… – wybełkotał.

- No to dla ciebie mogę zostać deceptikonem, żeby ci nie było przykro – powiedział Bob(r) i objął swojego nowego deceptikonowego towarzysza.

W tym momencie światło od toalety zapaliło się i w drzwiach stanęła rozczochrana Kobieta:

- Aaa tak, mogłam się tego domyślić… – wymamrotała Kobieta rzucając litościwe spojrzenie Bob(r)owi, po czym zgasiła światło i przymknęła drzwi.

Minęła dłuższa chwila, zanim Sedes wicho zabulgotał:

- Nie pękaj stary. Ona jest autobotem… i sika na siedząco… (…)

(…) Drzwi do mieszkania trzasnęły za Bob(r)em, który wtoczył się do środka i z namaszczeniem położył torbę z komputerem na wersalce.

- Co tam Bob(r), jak w pracy? – Kobieta jak zawsze zawołała z kuchni.

- A fajnie, pośmialiśmy się, bo przylazł do nas reklamować się jakiś sosem.

- Sosem?

- A nie wiem, mówił coś o SEO-SEM, ale naprawdę brzmiało jak SOSEM.

- Acha – zaśmiała się Kobieta – i co z nim?

- A nic, wiesz – Bob(r) zaśmiał się – przyszedł do nas taki i zaczął mówić o jakichś kapeluszach, black-hat, grey-hat, white-hat.

- Co?!? – Kobieta roześmiała się niedowierzając.

- No nie wiem co ten sosem mówił, ale w końcu C3O nie wytrzymał i się go spytał, czy w takim razie możemy go poprosić o usługi pink-hat, bo on niczego już nie rozumie, poza tym, że to musi być straszny fetysz tak ciągle o kapeluszach nawijać – śmiał się Bob(r).

- I co i co? – dopytywała Kobieta.

- No nic, strzelił focha i wyszedł – zaśmiał się Bob(r) – Jeszcze nigdy nie widziałem tak szybko biegnącego faceta, za którym ktoś krzyczy “hej, zostawił pan swój melonik!” (…)

(…) Kobieta weszła do mieszkania, zastając Bob(r)a leżącego na kanapie z poduszką przyciśniętą do głowy.

- Eee, Bob(r), co jest?

- Remontanci, od rana wiercą, cholerni remontanci… – wybełkotał – łeb mi pęka przez te ich wiertarki!

- Spokojnie, może już niedługo skończą – westchnęła Kobieta wstawiając czajnik wody.

- Albo skończą szybko, albo ja zrobię im jak predator robił alienom – powiedział stanowczo Bob(r) – wczoraj obejrzałem nowego Eljens fersus Predejtors i wiem jak się… zabija – dodał mrużąc oczy, z ogromnym naciskiem na “za” i “ja”.

Kobieta westchnęła, wróciła do kuchni i zaczęła jakby nigdy nic klepać kotlety (…)

(…) Do kuchni wtoczył się ledwie przytomny Bob(r). Trzasnął drzwiami, osunął się na krzesło i niczym zombie wyciągnął spoconą łapę po postawiony przed nim przez Kobietę kubek kawy.

- Trudna noc, co? – spytała Kobieta zerkając kątem oka na sinego Bob(r)a.

- A nie pytaj… – westchnął Bob(r) i uderzył głową w blat.

- Jednak spytam! – uśmiech Kobiety stawał się z sekundy na sekundę coraz bardziej szelmowski.

- Obudziłem się w środku nocy, zachciało mi się siusiu, to sobie idę do kibelka, wiadomo nie zapalam światła, co bym potem normalnie mógł zasnąć, robię co trzeba i wiadomo, nie będę spuszczał wody, żeby sąsiadów nie budzić i… i… – Bob(r) coraz bardziej chował się pod dłońmi, słowo za słowem.

- I wtedy co? Ja spałam, więc nie wiem – mina Kobiety wyrażała coraz silniejszą ciekawość.

- I wtedy już prawie wyszedłem – Bob(r) podniósł głowę i spojrzał jej z obłędem prosto w oczy – a on do mnie powiedział, on powiedział, powiedział że “ej stary, ale po jedzeniu to myjesz zęby, więc ja też chcę umyć, nie ziom?”

Kobieta spojrzała rozbawiona na Bob(r)a i spojrzeniem dawała mu do zrozumienia, że to nie rozwiało jej wątpliwości:

- Kto ci to powiedział Bob(r)?

- Seeedeees – zawył Bob(r) ukrywając twarz w dłoniach – on mówi, rozumiesz? MÓWI!

- Wiesz co Bob(r) – spojrzała na niego ukrywając łzy i starając się nie wybuchnąć śmiechem – zrobię Ci dobre śniadanie, Pan Sedes napewno się ucieszy – po czym poszła w stronę lodówki (…)

(…) Bob(r) siedzi przy stole, smarując paluchem po gładziku swojego laptopa, zapalczywie coś tam zaznaczając, przeciągając, z miną totalnego fanatyka. Do pokoju weszła Kobieta:

- Ty, Bob(r), a ty co tak tak smarujesz? – ciekawie zerknęła na ekran zza ramienia Bob(r)a.

- A tak sobie grzebię w fotoszopie, może coś z tego ciekawego wyjdzie… – Bob(r) nie odrywając wzroku od matrycy smaruje dalej.

- Ołkej, to widzę bardzo zajęty jesteś – Kobieta odwróciła się i podniosła do ust kubek z herbatą.

- Nie, nie, tak sobie tylko miziam – wymamrotał Bob(r) – tak wiesz, bez myszki! – dodał równie obojętnym tonem.

Jego uwagę zwrócił dopiero głośny brzdęk ceramiki i chichot Kobiety:

- Ej, no co? – zapytał niewzruszony nie odwracając wzroku.

- Nie nic, miziaj miziaj – wykrztusiła jedynie Kobieta podnosząc się z dywanu (…)

(…) drzwi od mieszkania trzasnęły, kompletnie dezorientując na wpół przytomnego Bob(r)a, oglądającego leniwie telewizję. Powoli odwrócił głowę w stronę drzwi, szeroko otworzył oczy i o mało nie spadł z krzesła próbując wykonać coś w rodzaju skoku-z-półobrotem-przez-stół.

- Co masz Kobieto? – łapczywie spojrzał na tłuste, kolorowe pudełko, które Kobieta przytargała za sobą.

- Zaraz chciałbyś wiedzieć, siedź grzecznie przed telewizorkiem, a mamusia zaraz da ci papu – powiedziała ze złośliwym błyskiem w oku stawiając paczkę na blacie stołu.

To był błąd. Niepozorny na co dzień Bob(r) jednym zwinnym potknięciem pochwycił kubełek, stoczył się pod stół i uderzył w bliżej nieokreśloną jego część.

- Kubełkowi nic nie jest! – wystękał spod stołu, po czym dodał – ooo! Cziken stripsy! Jesteś jak jakaś stripsowa panienka!

Kobieta o mało się nie zaksztusiła i z miną bardzo poważną zajrzała pod stół oznajmiając dobitnie:

- Nooo, tylko nie stripsowa!

- OK, ale lepsza stripsowa niż striptisowa, nie kobietou? – wymlaskał w odwecie Bob(r)

- To zostaw mi chociaż na próbę jednego, skoro taka ze mnie stripsowa panienka, co? – powiedziała Kobieta idąc po talerz (…)

(…) wtoczyła się do pokoju, z na wpół przymkniętymi powiekami. Na jej rzęsach błyszczała pojedyncza kropla łzy. Spojrzała na Bob(r)a i powiedziała po cichu:

- Tak to już jest, człowiek sobie spokojnie żyje, a potem rzeczywistość mocno wali go w twarz.

Bob(r) spojrzał na nią sponad stołu, potarł swoją rozczochraną potylicę, uśmiechnął się:

- Napewno sytuacja jest przejściowa i nie jest to tak radykalny “cios” jak ten, który trafił jednego kolesia w weekend, kiedy to wpadł pod przegubowy autobus , przecięło go na pół i 2 godziny jego zwłoki leżały na skrzyżowaniu, zanim 2 różne karetki się nim zajęły.

Spojrzał na twarz Kobiety i nie mógł się powstrzymać przed zadaniem pytania:

- Od razu lepiej, co? Grunt to odpowiednia skala porównania! – wyszczerzył się radośnie całkiem zadowolony z własnej bobrzej błyskotliwości.

- Raczej mi to nie pomogło – powiedziała Kobieta i twardo oparła się o stół chowając swoje rozczochrane włosy pod okryciem rąk i wzdychając (…)

Witaj :)

Zapewne zastanawiasz się dlaczego akurżat “bobry”? A dlaczegóż by nie? :)   Bobry to takie małe, sprytne zwierzęta, które mimo wszystko mają dostatecznie dużo dystansu do siebie, żeby gryźć pierwsze napotkane drzewo ;)

Czy Ty byś tak potrafił? :D

A teraz poważniej :D  

W tym miejscu będzie coś – opowiadanie,  żarty, cokolwiek. Żeby było śmiesznie, żeby było niesztampowo, żeby szara pogoda (cóż, dzisiaj akurat nie) za oknem nie dobijała tak bardzo… ;)

So let’s rock&roll! :D