(…) Za oknem było już ciemno, kiedy z kuchni wychyliła się Kobieta. Spojrzała zdziwiona na zdyszanego Bob(r)a, który właśnie stanął w drzwiach wejściowych do mieszkania z naręczem niewielkich doniczek pełnych roślin.
- Tee, Bob(r) co ty tam trzymasz? – zdziwiona próbowała dociec co takiego strzeliło do pokręconego łba Bob(r)a.
- Aaa nic, tak sobie poszedłem do Bobi i pomyślałem, że zrobię Ci niespodziankę – wyszczerzył się Bob(r) – zobacz, mam bazylię, oregano, rozmaryn i lawendę! Fajnie, nieee?
Kobieta spojrzała na niego jak na skończonego wariata, po czym uśmiechnęła się:
- Fajnie, to teraz będę miała świeże zioła do gotowania – powiedziała biorąc do ręki doniczkę z bazylią.
- Nie! Jak możesz! Przyjaciół się nie je! – krzyknął z wyrzutem Bob(r), chowając doniczki w ramionach.
- Eee, Bob(r), wyluzuj co? – zdziwiona Kobieta podała doniczkę Bob(r)owi, który wyraźnie tego od niej oczekiwał – o co chodzi z tymi przyjaciółmi?
- To jest Bazyl - pokazał na bazylię – a to jest Regan – wskazał na oregano, wyszczerzył się i dodał – a to są Rose-Mary i Wanda, żeby chłopakom nie było smutno, wiesz dziewczynki, nieee? – wskazał na rozmaryn i lawendę.
- Wiesz Bob(r), daj spokój - powiedziała Kobieta znikając w kuchni.
- Spokojnie maleństwa – wyszeptał do doniczek – tatuś was obroni.
- Ale wiesz co? W sumie rozmawiaj ze swoimi roślinami Bob(r) – z kuchni było słychać głos Kobiety – ja mam suszone – ze złośliwym uśmiechem potrząsnęła Bob(r)owi przed nosem torebką bazylii, oregano i majeranku.
- Aaa! Nie patrzcie, nie patrzcie! – zaczął wrzeszczeć Bob(r) uciekając do salonu – Ty potwooorzeee! – rzucił w stronę Kobiety, śmiejącej się rozpaczliwie w kuchni (…)