Archive for marzec, 2008

Śmierć to tylko początek drogi

(…) W mieszkania wszedł Ziomek, któremu od razu rzucił się w oczy Bob(r) nachylający się nad ceglaną doniczką.

- Hej Bob(r), co słychać ziomal?

- Bazyl, on, on… umiera! - zaszlochał Bob(r)

W pokoju weszła Kobieta, spojrzała na Bob(r)a, Ziomka, po czym powoli spytała:

- Bob(r), może ostatnim życzeniem Bazyla będzie kremacja? - z pełną powagą zadała pytanie, mrugnęła do Ziomka i dodała - przydałby mi się do zapiekanki!

- Idź precz potworze! Pochowam go w lesie, jak nakazuje tradycja! (…)

Zioło pod inną nazwą pachniałoby tak samo

(…) Za oknem było już ciemno, kiedy z kuchni wychyliła się Kobieta. Spojrzała zdziwiona na zdyszanego Bob(r)a, który właśnie stanął w drzwiach wejściowych do mieszkania z naręczem niewielkich doniczek pełnych roślin.

- Tee, Bob(r) co ty tam trzymasz? - zdziwiona próbowała dociec co takiego strzeliło do pokręconego łba Bob(r)a.

- Aaa nic, tak sobie poszedłem do Bobi i pomyślałem, że zrobię Ci niespodziankę - wyszczerzył się Bob(r) - zobacz, mam bazylię, oregano, rozmaryn i lawendę! Fajnie, nieee?

Kobieta spojrzała na niego jak na skończonego wariata, po czym uśmiechnęła się:

- Fajnie, to teraz będę miała świeże zioła do gotowania - powiedziała biorąc do ręki doniczkę z bazylią.

- Nie! Jak możesz! Przyjaciół się nie je! - krzyknął z wyrzutem Bob(r), chowając doniczki w ramionach.

- Eee, Bob(r), wyluzuj co? - zdziwiona Kobieta podała doniczkę Bob(r)owi, który wyraźnie tego od niej oczekiwał - o co chodzi z tymi przyjaciółmi?

- To jest Bazyl - pokazał na bazylię - a to jest Regan - wskazał na oregano, wyszczerzył się i dodał - a to są Rose-Mary i Wanda, żeby chłopakom nie było smutno, wiesz dziewczynki, nieee? - wskazał na rozmaryn i lawendę.

- Wiesz Bob(r), daj spokój - powiedziała Kobieta znikając w kuchni.

- Spokojnie maleństwa - wyszeptał do doniczek - tatuś was obroni.

- Ale wiesz co? W sumie rozmawiaj ze swoimi roślinami Bob(r) - z kuchni było słychać głos Kobiety - ja mam suszone - ze złośliwym uśmiechem potrząsnęła Bob(r)owi przed nosem torebką bazylii, oregano i majeranku.

- Aaa! Nie patrzcie, nie patrzcie! - zaczął wrzeszczeć Bob(r) uciekając do salonu - Ty potwooorzeee! - rzucił w stronę Kobiety, śmiejącej się rozpaczliwie w kuchni (…)

Bo babeczki uwielbiają silikon

(…) Bob(r) siedział jak zawsze przed telewizorem, kiedy do mieszkania wtoczyła się objuczona jak arabski osiołek Kobieta. Spojrzał na nią zaskoczony, jak gorączkowo próbowała ściągnąć wysokie buty nie używając rąk, które i tak były zajęte trzymanie toreb z Bobi*. Spojrzała zza rozwichrzonej grzywki, uśmiechnęła się promiennie i wykrztusiła:

- Byłam w Bobi! - podniosła nieznacznie torby do góry, po czym przetoczyła się do kuchni.

Bob(r) wstał i przeszedł do kuchni, w celu obejrzenia nowych nabytków Kobiety.

- Kwiaty, kwiaty, kwiaty, durszlak, o to akurat coś nowego - dodał z przekąsem - ooo, a co to?!?

- Bob(r), to są foremki do babeczek - powiedziała podając mu czerwoną foremkę.

- Ooo, mięciutka! - Bob(r) zaczął bawić się foremką, zginając ją - nie wiedziałem, że robią je z gumy!

Kobieta spojrzała na niego z dezaprobatą i wyrazem skrajnej rezygnacji.

- Bob(r), to jest silikon, Si-Li-Kon!

Mina Bob(r)a momentalnie utwierdziła ją w przekonaniu, że jednak nie chciała tego mówić. Bob(r) w wyrazie zachwytu przeskakiwał wzrokiem z foremki na babeczki na Kobietę i spowrotem. Kiedy już kąciki jego ust były dostatecznie wysoko, spojrzał na Kobietę i zapytał:

- Kobieta, ale to taki sam silikon jak wiesz, no… do cycków? - patrzył na zmieszaną Kobietę z wyrazem skrajnego samozadowolenia z własnej finezji.

- Wiesz Bob(r) - powiedziała powoli Kobieta patrząc się na swój dekolt i porównując go z foremką do babeczek trzymaną przez Bob(r)a - nie wiem jak tobie, ale mi się takie kanciaste by nie podobały - po czym wybuchnęła śmiechem. (…)

* Bobi - taki market ogrodniczy :P