(…) Z telewizyjnego letargu obudziło Bob(r)a łomotanie do drzwi. Powoli wstał psiocząc pod nosem i udał się otworzyć “te cholerne drzwi”. Spojrzał przez judasza i od razu wiedział, że najlepsze tego wieczora dopiero się zaczyna – po drugiej stronie stał Ziomek.

- Elo Ziomek, co słychać? – przyjaźnie zagadał Ziomka, wyraźnie czymś rozbawionego.

- A nic, wiesz, byłem sobie dzisiaj na w Empiku – spojrzał na Bob(r)a z szelmowskim uśmiechem – i wiesz, stoi sobie jakaś laseczka w dziale “książki kucharskie”, taka wiesz, fajna – uśmiech Ziomka stale się poszerzał.

- I co i co? – zaczął dopytywać Bob(r) – co się stało, bo widzę że musiało się coś wydarzyć!

- Spokojnie Bob(r). No i sobie stoi. A zaraz obok tego działu jest “literatura popularna”, wiesz, romansidła, opowiastki dla dużych dziewczynek itp. – teraz to Ziomek już prawie wybuchał śmiechem – to ja sobie pomyślałem, że zagadnę laskę fachowo, z klasą, wiesz “że tak powiem inteligentnie”. Wziąłem pierwszego lepszego Irwina i do niej uderzam.

- Hmmm, mów dalej – Bob(r) mruknął podejrzewając co się stało dalej, zresztą znał Ziomka jak swojego rodzonego brata, którego zresztą nigdy nie miał.

- No to ja do niej podchodzę, szarmancki uśmiech i te sprawy – kontynuuje Ziomek – i zagajam rozmowę “hej, widzę że potrzebujesz czegoś ciekawego do odchamienia się”.

Mina Bob(r)a momentalnie utwierdziła Ziomka w przekonaniu, że to jednak nie był najbardziej maczo tekst, jaki tylko można było sobie wymyślić.

- I słuchaj laska strzeliła totalnego karpia, patrzy na mnie, na książkę, na mnie, na książkę. W końcu się ocknęła i uderza do mnie, że ja burak jestem i w ogóle jakim prawem ją od chamek wyzywam – kontynuował Ziomek – a ja do niej spokojnie, że nie zrozumiała, bo tak się mówi i niezrozumienie tego powiedzenia nie świadczy o chamstwie, tylko raczej o skrajnej ignorancji i indolencji językowej rozmówcy.

W tym momencie Bob(r) parsknął śmiechem, co nie przeszkodziło Ziomkowi kontynuować relacji.

- Cóż, w tym momencie moje uderzanie do niej zostało zakończone przez jej stanowcze uderzenie mnie w mazak i stanowczy sapiący marsz w stronę kasy – spojrzał na duszącego się ze śmiechu Bob(r)a – stary wiesz jak boli taki płaski wytipsowaną rączką? Jakbyś dostał szpachelką prosto przez twarz!

Bob(r) parsknął histerycznym śmiechem i wybiegł krzycząc “przyniosę ci kompresik” do kuchni (…)

Napisz komentarz

*
*