(…) Bob(r) jak zawsze wylegiwał się na kanapie, kiedy do mieszkania weszła Kobieta.
- Hej Bob(r) jak leci? – zapytała ściągając płaszcz i wieszając go na wieszaku w przedpokoju.
- Aaa nic, miziam sobie w fotoszopie, chcesz zobaczyć? – wymamrotał Bob(r) nawet nie odrywając wzroku od ekranu.
- A poookaż – Kobieta założyła kapcie i wyruszyła w stronę ciepłej i wygodnej kanapy do tej pory okupowanej przez Bob(r)a.
- Widzisz, jestem jak prawdziwy dizajner! – z dumą odwrócił laptopa Bob(r) tak, żeby Kobieta mogła dokładniej ocenić jego dzieło.
- Taaak, prawdziwy… raczej… dizaster! – roześmiała się kobieta i zaczęła iść w stronę kuchni, pewnie z zamiarem napicia się herbaty.
- Tak, tak! Uciekaj do swojej kuchni Kobieto! Zobaczymy czy obiad będzie taki sukcesior, czy raczej dizaster! I w ogóle foch! Z przytupem! – żachnął się Bob(r) na sofie (…)