(…) Drzwi od toalety otworzyły się z cichym skrzypem. Do mrocznego środka powoli wtoczył się Bob(r). Oparł się o ścianę i powoli podniósł deskę klozetową.
- Stać! Kto tam? Mów, czy jesteś autobotem, czy deceptikonem!
- Sedes, siedź cicho… – powiedział Bob(r) i kontynuował dalej to, czego tak łatwo przerwać się nie da.
- Gadaj, czy jesteś autobotem, czy deceptikonem! – nalegał coraz bardziej stanowczo Sedes.
- Ech, niech będzie, jestem autobotem, najbardziej autobociastym ze wszystkich, pasi? – Bob(r) kontynuował.
- Osz cholera, taki poniżenie… Takie poniżenie z… rąk autobota, poniżenie jak dno plus metr mułu, a potem tylko beton… Że na mnie nasikał autobot? AUTOBOT?!? – gorączkował się Sedes – nie no tak nie będzie. Muszę się…
- Sedes, zamknij się – rzucił Bob(r) i zatrzasnął głośno deskę.
- No nie! Cholerne autoboty! Obsikają, trzasną i potem unikają riposty! – bulgotał spod zamkniętej deski Sedes.
Bob(r) odwrócił się na pięcie, przykucnął obok i powiedział cicho:
- A gdybym był deceptikonem, to byś się poczuł lepiej?
- Eee, wcale nie, w sumie to nasikałeś na mnie tak czy siak, ale deceptikon to co innego, to swój sedes, czaisz… – wybełkotał.
- No to dla ciebie mogę zostać deceptikonem, żeby ci nie było przykro – powiedział Bob(r) i objął swojego nowego deceptikonowego towarzysza.
W tym momencie światło od toalety zapaliło się i w drzwiach stanęła rozczochrana Kobieta:
- Aaa tak, mogłam się tego domyślić… – wymamrotała Kobieta rzucając litościwe spojrzenie Bob(r)owi, po czym zgasiła światło i przymknęła drzwi.
Minęła dłuższa chwila, zanim Sedes wicho zabulgotał:
- Nie pękaj stary. Ona jest autobotem… i sika na siedząco… (…)