(…) Drzwi do mieszkania trzasnęły za Bob(r)em, który wtoczył się do środka i z namaszczeniem położył torbę z komputerem na wersalce.
- Co tam Bob(r), jak w pracy? – Kobieta jak zawsze zawołała z kuchni.
- A fajnie, pośmialiśmy się, bo przylazł do nas reklamować się jakiś sosem.
- Sosem?
- A nie wiem, mówił coś o SEO-SEM, ale naprawdę brzmiało jak SOSEM.
- Acha – zaśmiała się Kobieta – i co z nim?
- A nic, wiesz – Bob(r) zaśmiał się – przyszedł do nas taki i zaczął mówić o jakichś kapeluszach, black-hat, grey-hat, white-hat.
- Co?!? – Kobieta roześmiała się niedowierzając.
- No nie wiem co ten sosem mówił, ale w końcu C3O nie wytrzymał i się go spytał, czy w takim razie możemy go poprosić o usługi pink-hat, bo on niczego już nie rozumie, poza tym, że to musi być straszny fetysz tak ciągle o kapeluszach nawijać – śmiał się Bob(r).
- I co i co? – dopytywała Kobieta.
- No nic, strzelił focha i wyszedł – zaśmiał się Bob(r) – Jeszcze nigdy nie widziałem tak szybko biegnącego faceta, za którym ktoś krzyczy “hej, zostawił pan swój melonik!” (…)