(…) Drzwi zamknęły się z cichym chrzęstem, kiedy do mieszkania wtoczyła się wyraźnie zmęczona Kobieta.
- Hej Kobieta, co jest? – Bob(r) od progu zaczął nagabywać – co się stało, że tak późno dzisiaj wracasz?
- Nie pytaj. W pracy mieliśmy dzisiaj podsumowanie miesiąca, raporty ze sprzedaży, analizy finansowe, a na koniec wspaniałe spotkanie integracyjno-motywujące, po którym ostatecznie chciałam sobie przegryźć żyły… – westchnęła Kobieta ściągając wiosenny płaszcz.
- No, no, mój mały pracoholu! – zaśmiał się z przekąsem Bob(r), przeciągając się z uśmiechem na sofie.
Kobieta ściągnęła buty i rozejrzała się po pomieszczeniu. Jej uwagę zwrócił porządek, na ogół nieobecny w przypadku dłuższego kontaktu z Bob(r)em.
- Tee, Bob(r), a ty gdzie dzisiaj byłeś? – spojrzała przenikliwie na Bob(r)a, po czym uważnie rozejrzała się ponownie po pokoju, a także zajrzała pod poduszkę na sofie, szukając czegoś dziwnego.
Bob(r) głośno westchnął, wyciągnął przed siebie nogi na sofie i powiedział z uśmiechem:
- Widzisz, dzisiaj Ziomek dostał w pracy jakieś bilety do kina - rzucił swobodnie w powietrze – jakiś triler, więc pomyśleliśmy, że to będzie taki męski wieczór.
Kobieta na niego spojrzała z niedowierzaniem, a potem z miną ciekawskiej starszej pani zapytała:
- Bob(r) a o czym był ten film?
- Nie powiem! Męski wieczór, męska tajemnica! - roześmiał się Bob(r).
- Ejjj no powiedz! Zrobię Ci ciasteczka, okej? – Kobieta wiedziała, że ma w zanadrzu bardzo dobry środek perswazji.
- O, a w filmie to nawet było coś o pieczeniu ciasteczek – z szelmowskim uśmiechem powiedział Bob(r).
- To ja ci zrobię takie ciasteczka jak w filmie, tylko powiedz! – Kobieta zbliżyła się tak, że bez trudu było widać wszystkie piegi na jej nosie – no proszę!
- Ok, więc byliśmy na jakimś filmie o mordercy w masce, który szlachtował ludzi brzytwą, a potem jego żona piekła z tych zwłok ciasteczka – wydusił śmiejąc się Bob(r) – to co, kiedy będą obiecane ciasteczka?
- Dobra, nie chciałam jednak wiedzieć, zapomnij o takich ciasteczkach! – z miną obrzydzenia Kobieta wystrzeliła do kuchni.
- To może chociaż z kota Diabolicznej Sąsiadki?!? – zawołał za nią Bob(r) – ona i tak woła na niego “czekoladko”!
W kuchni przez chwilę zapanowała złowroga cisza. W końcu w progu stanęła Kobieta z wielkim rzeźnickim tasakiem w jednej ręce i trzymanym za szyjkę kurczakiem w drugiej.
- Mogę Ci zrobić na kolację kurczaka w cieście – stanowczo spojrzała na zaskoczonego Bob(r)a – pasi? (…)